O co chodzi w tej „relacji ze sobą”?
O to, by dać sobie czas na posłuchanie siebie. Ale jak to, jak, wtf? To znaczy wyłączasz telefon, odprawiasz domowników lub wychodzisz/wyjeżdżasz w zależności na co możesz sobie pozwolić, siadasz i zaczynasz myśleć, co ja właściwie czuję.
I tutaj bywa, że rozgrywa się dramat. Bo często nic. Kompletna pustka. A myśli biegną do tego całego „prawdziwego świata”.
I powiem Ci, te pięć minut, które udało Ci się wytrzymać w ciszy, to jest nic. Ta godzina w tygodniu, którą wyrywasz na ćwiczenia czy masaż, to jest dobre, ale mogę być z Tobą szczera? Często znaczy nic.
Dlatego, że już chwilę później, na powrót jesteś w kołowrotku starych zachowań, schematycznych działań i otoczeniu, które sama/sam kreujesz.
I proszę, nie mów mi, że się nie da inaczej.
Sprawdziłam. Sprawdzam na sobie, mam bliskie osoby, które sprawdzają na sobie.
Kręci nas oglądanie innego świata, powtarzamy piękne mądre myśli, ale na tym to się kończy.
Jesteśmy chorzy wielopoziomowo.
Więc polecam Ci, zajmij się sobą. Od pobudki zauważ swoje myśli, odczucia, gdzie jest wschód i co się dzieje na Twoim niebie, jak się wypróżniasz, kiedy i po jakie jedzenie sięgasz, w jaki sposób przyrządzasz jedzenie, co jest w suplementach, które łykasz garściami a i tak nic Ci nie lepiej, jaką masz relację ze swoim ciałem, jak wyglądają twoje relacje intymne i spełnienie w nich, w jakich sytuacjach sięgasz po używki, ile czasu scrollujesz internet i w poszukiwaniu czego, kiedy i czy w ogóle bywa Ci ciepło na sercu, co wyciska Twoje łzy, co wzrusza i porusza a co sprawia, że kipisz złością, złośliwością. Co widzisz w innych a czego nie w sobie. Czym się martwisz, produkując martwą energię.
Oddychasz?
Mogłabym wymieniać i wymieniać, można by rozmawiać o tym godzinami, ale dodaj tu, proszę, swoje i proszę, zajmij się sobą.
Co zyskuję będąc ze sobą?
Wartościuję mocno.
Widzę, że świat się nie zawalił, gdy byłam chwilę, dłuższą nawet ciut nieobecna. Ludzie radzą sobie beze mnie. Świat ogólnie radzi sobie beze mnie. Pytanie, czy jesteś w stanie to przyjąć i czy to zaakceptujesz. Bo z drugiej strony lubimy wiedzieć, że jesteśmy dla świata wyjątkowi i niezastąpieni. Owszem, każdy z nas jest unikatowy, ale chętnie – niech nam ktoś to potwierdzi, prawda?.
I wiesz, nie schudniesz, nie wyzdrowiejesz stuprocentowo, nie uwolnisz się, nie będzie Ci lepiej, lżej, spokojniej w życiu, jeśli nie podłączysz się do siebie i nie zrobisz kompletnego resetu. Już nie w tych czasach.
Przykro mi.
